• Archiwa Tagów zaćmienie
  • Całkowite zaćmienie Słońca – 20.03.2015, Svalbard – wspomnienie

    W rocznicę jedynego w swoim rodzaju całkowitego zaćmienia Słońca, które miało miejsce pierwszego dnia wiosny (20 marca) 2015 roku na Svalbardzie (Spitsbergen), w krainie niedźwiedzi i zórz polarnych, postanowiłem opisać emocje, jakie towarzyszą temu zjawisku. Niezależnie od miejsca, w którym występuje, całkowite zaćmienie Słońca to fenomen natury, który zapada w pamięci na całe życie. Kto tego nie widział, nie będzie w stanie pojąć jego magii. Kto ma szansę zobaczyć to zjawisko – nie może przegapić tej okazji, bo to najpiękniejsza rzecz na świecie…


    Większość ludzi zna doskonale to uczucie. Jest ono niestety zazwyczaj związane z negatywnymi wydarzeniami w ich życiu. W zasadzie tylko osoby bardzo młode mogły nigdy tego uczucia nie doświadczyć. O czym mowa? O SZOKU. Szok to nagły stan, w którym wariują zmysły, a umysł przełącza się w taki dziwny tryb, który skutkuje kompletnym otępieniem i bezruchem lub nieprzewidywalnymi zachowaniami. Osoba będąca w szoku to osoba niekontrolująca siebie i często niepamiętająca tego, co się z nią wtedy działo.

    W ten sposób chciałem zacząć tekst o fenomenie natury, którym jest całkowite zaćmienie Słońca. Do oglądania tego zjawiska można być przygotowanym najlepiej na świecie. Można przeczytać setki książek, nauczyć się wszystkich technik fotografowania zaćmienia, można (ba!) nawet mieć już kilka takich zaćmień za sobą, ale nie pomoże to w opanowaniu emocji i kontrolowaniu ich w sobie przez tych kilka minut, gdy niebo zaczyna gasnąć… Jest to właśnie rodzaj szoku, lecz w 100% pozytywnego.

     

    Wyobraź sobie, że znalazłeś się w miejscu, w którym za godzinę nastąpi całkowite zaćmienie Słońca. Jest piękny, słoneczny dzień. Masz szczęście do pogody. Prognozy są dobre.

     

    Miejsce obserwacji

     

    Rozstawiasz aparat ze statywem. Nakładasz na obiektyw filtr słoneczny. To samo robisz z lornetką. Teraz “piłeczka” jest po stronie Księżyca.

     

    Sprzęt gotowy

     

    Zaczyna się. Nastąpił pierwszy kontakt, czyli wschodni brzeg tarczy Księżyca dotknął zachodniego brzegu tarczy słonecznej.

     

    Pierwszy kontakt

     

    Od teraz pozostała już tylko około godzina do fazy całkowitej. Księżyc leniwie wpełza przed tarczę Słońca. Jest to spowodowane tym, że jego ruch orbitalny objawia się na naszym niebie wolniejszym przesuwaniem się po nieboskłonie od wschodu do zachodu, niż Słońce i reszta gwiazd. Nasz satelita nie “nadąża” za nimi i kiedy one suną ku zachodowi równym (prawie) tempem, Księżyc zostaje w tyle i zachodzi przez to nieco później. Podczas tej godziny oczekiwania niewiele się dzieje. Trwa zaćmienie częściowe, jakich widziałeś co najmniej kilka w swoim życiu. Gdyby nikt ci nie powiedział o częściowym zaćmieniu, pewnie nawet byś go nie zauważył. Wcale nie jest ciemniej, jak próbują sobie/tobie wmówić niektórzy. No chyba, że ta częściowa faza zaczyna sięgać około 90% zasłoniętej średnicy Słońca.

     

    Tuż przed fazą całkowitą

     

    Wtedy zauważasz, że w istocie niebo zaczyna jakoś tak szarzeć. Kolory się spłaszczają. Nie tylko tam w górze, ale też wszędzie wokół. Przypomina to wieczorną szarówkę, która nastaje w środku dnia. Ewidentnie coś się dzieje. Jeśli jesteś w miejscu otoczonym przyrodą, zauważasz, że ptaki cichną, jakby szykowały się do snu. Kwiaty mogą nawet zwijać swoje kielichy. Żywe stworzenia myślą, że zbliża się noc. Robi to na tobie wielkie wrażenie i zaczyna ci się udzielać podniecenie wielu innych obserwatorów wokół, którzy odliczają ostatnie minuty przed drugim kontaktem (zetknięciem się wschodniego brzegu tarczy księżycowej z tożsamym brzegiem tarczy słonecznej), czyli fazą całkowitą.

     

    Tuż przed fazą całkowitą

     

    Zostało już tylko kilkanaście sekund. Gorączkowo zdejmujesz filtr słoneczny z aparatu, aby był gotowy na fotografowanie delikatnego światła otoczki “powierzchni” Słońca, zwanej koroną. Ciągle jeszcze zerkasz przez specjalne okulary na pozostałości Słońca na niebie, lecz po chwili zdejmujesz przyrząd z nosa i uderza cię to, co widzisz po stronie zachodniego horyzontu. Z tamtej strony wyraźnie nadciąga ciemność. Sinogranatowe niebo zdaje się jakby zalewać wszystko, w zastraszającym tempie pędząc na wschód. Jest jak tornado. Gdy spoglądasz na Słońce, twoim nieuzbrojonym już w żaden przyrząd oczom ukazuje się pierwszy najpiękniejszy widok na świecie tego dnia. Zza księżycowych gór i kraterów w stronę twojego wzroku wydostają się na wschodniej krawędzi tarczy naszego satelity ostatnie promyki fotosfery, czyli umownej powierzchni Słońca, której światło ogrzewa naszą planetę na co dzień. Są to tzw. Perły Baily’ego, bo rzeczywiście wyglądają jak drogocenne kamienie nanizane na okrągłą księżycową bransoletkę. Trwa to dosłownie sekundy i za chwilę ostatni błysk światła tworzy niezapomniany Pierścień z Diamentem. Gdy ten promyk jeszcze się żarzy jak diament, w pozostałej części krawędzi tarczy księżycowej zaczyna jaśnieć delikatna korona słoneczna tworząca pierścień. Dostajesz gęsiej skórki i w tym już momencie przestajesz rejestrować, co dzieje się z twoim ciałem. Odruchowo wyzwalasz migawkę w aparacie, mówisz do ludzi wokół i próbujesz zrozumieć to, co się dzieje, tak samo, jak cała reszta szczęśliwców tego dnia w tym miejscu.

     

    Pierścień z diamentem

     

    Zdajesz sobie sprawę, że w momencie, gdy diament gaśnie, na Słońce i Księżyc nachodzi tamta fala granatowego tornada. Tak, to był pędzący po Ziemi kilka tys. kilometrów na godzinę cień Księżyca, który właśnie przykrył szczelnie miejsce, w którym stoisz. Kilka sekund później staje się coś jeszcze bardziej niesamowitego. Gdy światło dnia uciekło już daleko na wschód i zrobiło się dostatecznie ciemno, wokół księżycowej tarczy ktoś namalował coś, co wryje się w twoją pamięć i zostanie tam do końca twojego życia. Setki gardeł krzyczą z zachwytu. Ty też. To korona słoneczna w pełnej okazałości. Delikatna zewnętrzna warstwa atmosfery słonecznej niedostępna na co dzień, bo tłamszona pręgierzem miliony razy jaśniejszej fotosfery, właśnie objawiła ci się na te kilka minut i jest tak piękna, że nie potrafisz oderwać od niej wzroku.

     

    Faza całkowita

    Faza całkowita

     

     

    Widzisz jaśniejsze gwiazdy i kilka planet. Nawet te, które są aktualnie blisko Słońca i po zmroku lub przed świtem ich nie widać właśnie z powodu tej bliskości. Robisz zdjęcia w oszalałym tempie. Zmieniasz czasy ekspozycji, aby chociaż jedno wyszło dobrze. Na pewno wyjdzie, lecz po wszystkim przekonasz się o jednym. Żadne zdjęcie żadnego fotografa na świecie nie oddało jeszcze nigdy tego, co widziały twoje oczy. Te szare, ołówkowe, płaskie kolory opalizujące czasami jak wypolerowany grafit i te subtelne smugi koronalnej plazmy o temperaturze milionów stopni, a delikatne tak, jakby były zrobione z “babiego lata”, wijące się daleko poza tarcze Słońca i Księżyca. Te różowawe języki wybuchów wodorowej plazmy, które sięgają już dużo bliżej od krawędzi tarczy, lecz są tak wielkie, że nasza Ziemia się nie może z nimi równać. Te wszystkie cuda widzisz na własne oczy i stoisz, patrzysz i nie wiesz co się dzieje. Uderza cię widok w skali makro. Patrzysz wokół siebie. Naokoło horyzont jest pomarańczowy. Wygląda tak, jakby wszędzie był zachód Słońca. To obszar, do którego nie sięga już cień Księżyca, a gdzie jest “tylko” zaćmienie częściowe. A ty jesteś tu i teraz, w punkcie, który doświadcza największego cudu natury nieożywionej i największego zbiegu kosmicznych okoliczności w dziejach. Bo to, że Słońce jest 400 razy dalej od nas, niż Księżyc, który jednak jest 400 razy mniejszy od Słońca i dzięki temu ich rozmiary na niebie są identyczne i pozwalają na idealnie dopasowane zaćmienia – to jest perełka koincydencji na kosmiczną skalę. Perełka, która nie trwała i nie będzie trwać wiecznie, bo Księżyc się od nas oddala i za kilka milionów lat nie będzie już potrafił zakryć Słońca w całości.

    Te wszystkie myśli krążą ci po głowie jak szalone, bo to wszystko wiesz z książek. A nawet jeśli nie, to głowę zaprzątają ci inne mniej lub bardziej przypadkowe myśli, których po prostu nie kontrolujesz. A może masz pustkę i tylko chłoniesz ten nieziemski widok? Bo jak inaczej masz zareagować na to “coś” na niebie? Potrafisz to nazwać? W miejscu, gdzie przed chwilą było Słońce, pojawił się wielki, czarny jak smoła dysk. Jest większy, niż Słońce i Księżyc z jakichś dziwnych względów, a przynajmniej tak ci się wydaje. Wygląda, jak jakiś tunel czasoprzestrzenny, który właśnie otworzył się na nieboskłonie. Wygląda, jak czarna dziura, która pochłania te delikatne smugi wokół. Zamykasz oczy, odwracasz wzrok, chowasz twarz w dłonie, by za chwilę znów spojrzeć w niebo. Robisz to tak samo, jak na filmie 3D, gdy zdejmujesz okulary, żeby zobaczyć, jak wygląda obraz bez nich. Robisz to po to, żeby na nowo się zachwycić. I dałbyś każde pieniądze, jakie masz, temu, kto potrafiłby ogarnąć w umyśle ten widok, ten klimat, ten zachwyt.

     

    Wszystko to trwa pojedyncze chwile. Twoje zaćmienie ma długość 2.5 minuty i cieszysz się, że nie jest to kilka sekund w najgorszym wypadku, lecz żałujesz, że nie jest to ponad 7 minut w najlepszym. I kiedy zaczynasz się zastanawiać ile to już trwa, od zachodu, skąd przyszła fala cienia jeszcze niedawno temu, zbliża się jasna łuna. To smutny widok, bo wiesz, że magia za chwilę się skończy. Wracasz wzrokiem do głównych aktorów dzisiejszego dnia i w tym momencie błyska kolejny Diament, tworząc z resztkami widocznej korony drugi już pierścień.

    Pierścień z diamentem

     

    Znów Perły Baily’ego. Wszystko w odwrotnej kolejności. Jeszcze kilka sekund trwa niesprawiedliwa walka fotosfery z koroną słoneczną. Ciągle widzisz tę delikatną poświatę po wschodniej stronie Księżyca, lecz blask z przeciwległej krawędzi szybko zaślepia cały widok. Wraca jasność.

     

    Pierścień z diamentem

     

    Słońce ciągle ledwo oświetla wszystko wokół. Wygląda to tak, jakby zamiast naszej gwiazdy na niebie ktoś włączył za słabą żarówkę. Kolory są blade. Krajobraz jest płaski. Czujesz się, jak wstawiony w dwuwymiarowy obraz. Jest to tak niesamowite, że dopiszesz to do listy cudów, jakie tego dnia zobaczyłeś. Kolejnych kilka chwil przywraca stan normalności.

     

     

    Stoisz jednocześnie zachwycony i smutny, że to już koniec. Uświadomiłeś sobie, że pamiętasz wszystko i niewiele zarazem. Chciałbyś to powtórzyć albo mieć to na dłużej. Ten widok zostanie w twojej pamięci na zawsze, lecz będzie to tylko wspomnienie. Zdjęcia będą tylko zdjęciami. Nic z tych rzeczy nie odtworzy tego, czego właśnie byłeś świadkiem. To hipnotyczne, mistyczne zjawisko uzależniło cię właśnie kompletnie i nie odpuścisz, gdy będziesz miał kolejna możliwość zobaczenia całkowitego zaćmienia Słońca.

     

    Niezapomniane chwile

     

    Facebooktwittergoogle_plusmailby feather
  • Całkowite zaćmienie SuperKsiężyca

    28 września nad ranem czeka nas jedno z najważniejszych zjawisk astronomicznych 2015 roku. Obejrzymy całkowite zaćmienie Księżyca. To nie wszystko. Księżyc znajdzie się wtedy w perygeum, czyli najbliżej Ziemi na swojej orbicie i dzięki temu będzie wydawał się większy, niż zwykle. Suma summarum będziemy świadkami niezwykłego całkowitego zaćmienia krwawego SuperKsiężyca!

    Na czym polega to zjawisko? Aby doszło do częściowego lub całkowitego zaćmienia Księżyca, musi on znaleźć się w cieniu naszej planety. Ziemia, jak każdy oświetlony obiekt, rzuca cień. Biegnie on rzecz jasna w kierunku przeciwnym od Słońca i ma on kształt stożka, tzn. że jego obszar zwęża się wraz z odległością od Ziemi. W czasie, gdy Księżyc częściowo lub w całości chowa się w tym cieniu, obserwujemy właśnie częściowe lub całkowite jego zaćmienie.

    Dlaczego Księżyc jest w ogóle podczas całkowitego zaćmienia widoczny? Można by pomyśleć, że skoro jest w cieniu, to zniknie nam z oczu. Ano nie zniknie z tego samego powodu, który sprawia, że widzimy przedmioty znajdujące się w cieniu w naszej okolicy. Światło rozproszone od innych obiektów wciąż oświetla zacieniony przedmiot i może on być ciągle widoczny. W przełożeniu na skalę naszego kosmicznego otoczenia, Księżyc przestaje być oświetlany przez Słońce w momencie wejścia w cień Ziemi. Nasza planeta jednak wciąż mocno świeci w przestrzeni, odbijając oraz rozpraszając światło słoneczne wokół siebie. Część z tego promieniowania trafia na powierzchnię Księżyca i jest to na tyle duże natężenie fotonów, że są one w stanie odbić się od powierzchni naszego satelity i wrócić na Ziemię, a następnie pobudzić receptory w naszych oczach i spowodować, że to wszystko zobaczymy 🙂 Właściwości optyczne opisanego przeze mnie zjawiska powodują ponadto, że w trakcie zaćmienia Księżyc przybiera krwistoczerwoną barwę, co jest niezapomnianym widokiem. Nie raz zapewne widzieliście wschód naszego satelity w takim kolorze, jak na poniższym zdjęciu. Podczas częściowej i całkowitej fazy zaćmienia, ma on taki lub jeszcze bardziej soczysty czerwony kolor 🙂

    Wschód Księżyca 2015.09.01
    Wschód Księżyca 2015.09.01, Kraków

     

    Nie przegapcie zatem tego pięknego zjawiska!

    Niestety będzie to wymagało poświęcenia paru godzin snu, ponieważ zaćmienie wydarzy się wczesnym rankiem w poniedziałek 28 września. Patrzymy na zachód. Musimy mieć czysty, nieprzesłonięty żadnymi przeszkodami widok na tę stronę nieba. Cień Ziemi pojawi się na Księżycu tuż po 3 rano. W prawej górnej części naszego satelity zobaczymy, jak jego powierzchnia zaczyna lekko ciemnieć i przybierać czerwonawą barwę. Następnie zjawisko będzie postępować, by tuż po 4 rano doprowadzić do fazy całkowitej, która potrwa nieco ponad godzinę. Wtedy Księżyc będzie całkowicie skąpany w cieniu Ziemi. Nieco po 5 rano z lewej części Srebrnego Globu cień zacznie schodzić. Będzie to trwać około godziny już na jaśniejącym porannym niebie i przy Księżycu znajdującym się bardzo nisko nad zachodnim horyzontem. Mimo trudnych warunków obserwacyjnych, będzie to jednak niezwykle ciekawy moment do obserwacji, ponieważ nisko zawieszony i częściowo zaćmiony Księżyc w połączeniu z różnymi obiektami na ziemi na linii wzroku stworzą neisamowite widoki warte uwiecznienia na zdjęciach.

    Życzę Wam dobrej pogody i udanych obserwacji!

    Facebooktwittergoogle_plusmailby feather
  • Svalbard 2015 – wyprawa na całkowite zaćmienie Słońca – dzień 3 (dzień zaćmienia)

    Stało się, cień Księżyca okrył i tak już skostniałą od mrozu krainę niedźwiedzi polarnych. Dziś wszyscy mieszkańcy Svalbardu i przybyli tu podróżnicy zobaczyli całkowite zaćmienie Słońca! A zobaczyli je między innymi dzięki przepięknej pogodzie, która dopisuje tu niemal codziennie. To nietypowe dla tego miejsca, dlatego tym bardziej trzeba docenić jakąś siłę wyższą, która najpierw rozgoniła chmury, a potem zafundowała tu spektakl, którego nie zapomni się do końca życia. Poniżej załączam galerię z sekwencją zdjęć z przebiegu zaćmienia. Chciałbym, żeby każdy z Was, każdy człowiek na Ziemi miał kiedyś okazję zobaczyć to zjawisko. Widok ziejącego złowrogą pięknością wielkiego czarnego dysku na niebie z delikatną otoczką świetlistej korony słonecznej jest tak odrealniony i piękny, że człowiek zastanawia się, czy widzi to naprawdę i czy nie znalazł się w jakimś surrealistycznym śnie! Poza tym gra świateł na ziemi, cienie, szare spłaszczone krajobrazy, cisza przyrody i zachwyt ludzi połączony ze strachem – tego nawet nie można sobie wcześniej wyobrazić… Ten dzień był jak prezent na gwiazdkę dla małego dziecka, które właśnie dostało wszystko, o czym marzyło 🙂

    zacmienie_banner
    Galeria

    totality_01

    totality_02

    totality_03

    Facebooktwittergoogle_plusmailby feather
  • Svalbard 2015 – wyprawa na całkowite zaćmienie Słońca – dzień 2

    Próba generalna rozeznania okolicy zakończona pomyślnie. Dodatkowo, ciekawe wykłady na uniwersytecie UNIS uzupełniły atmosferę oczekiwania na to zjawisko. Prelekcji słuchało ponad 1500 osób. Wracając do rekonesansu okolicy, dzięki kilku pomocnym grafikom uzbroiłem się w wiedzę, gdzie nie przebywać podczas zaćmienia, żeby je zobaczyć. Miasteczko otoczone jest wysokimi górami i trzeba się z niego wydostać, żeby skały nie przesłaniały Słońca podczas 2 godzin spektaklu. Co prawda dolina z najlepszymi miejscówkami na obserwacje jest już na granicy strefy bezpiecznej od niedźwiedzi polarnych, ale będzie tam według mojej wiedzy wielki tłum ludzi. Mam nadzieję, że białe misie będą trzymać się wtedy z daleka 🙂 Tymczasem pora się zregenerować snem. Jest tu teraz ponoć mała zorza, ale niebo jakoś tak przesnute cirrusami i szanse z miasta małe na zobaczenie. A zegar tyka, już tylko 10 godzin… 🙂 Życzę Wam powodzenia w obserwacjach! Pogoda w Polsce chyba dopisuje 🙂

    kolaz1

    kolaz4

    kolaz5

    Facebooktwittergoogle_plusmailby feather
  • Svalbard 2015 – wyprawa na całkowite zaćmienie Słońca – dzień 1

    Tak jak obiecałem, zaczynam relację z wyprawy na całkowite zaćmienie Słońca 20 marca 2015 do krainy niedźwiedzi polarnych – Svalbardu 🙂 Niestety wczorajsza zorza polarna mnie ominęła, nie było kiedy wyjechać za Kraków ze względu na przedwyjazdowe zakupy, ale dzięki Waszym zdjęciom na Facebooku mogłem nacieszyć oko tym pięknym widokiem 🙂 szczerze – siła tej zorzy była niesamowita i chyba nieprędko się powtórzy! Wracając do wyprawy, podróż z Krakowa przez Oslo minęła bez większych komplikacji. Można jednak doznać niezłego szoku, wychodząc tu z terminala prosto w ciemność, wichurę i kilkunastostopniowy mróz. Na razie czuję się, jak na końcu świata, który zamierzam trochę oswoić jutro przy zwiedzaniu miasta Longyearbyen. Na szczęście już zauważyłem, że jest tu sporo takich astro-świrów, jak ja, więc powinienem się niedługo poczuć jak w domu 😉 Pogoda niestety na razie pochmurna, ale wierzę mocno, że aktualne prognozy kilku dużych portali pogodowych się sprawdzą i w piątek będzie na co popatrzeć. Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dziękuję za zdjęcia zorzy, są niesamowite! 🙂

    Svalbard 2015- day 1_aSvalbard 2015 - day 1_b

    Facebooktwittergoogle_plusmailby feather