• Zakry­cie Wenus przez Księżyc

    6 kwiet­nia ama­to­rzy noc­ne­go nie­ba docze­ka­ją się w koń­cu bar­dzo cie­ka­we­go zja­wi­ska astro­no­micz­ne­go w 2016 roku. Co praw­da nastą­pi ono w cią­gu dnia, lecz zaan­ga­żu­je 2 cia­ła nie­bie­skie podzi­wia­ne zazwy­czaj w nocy. Tego dnia Księ­życ zakry­je pla­ne­tę Wenus.

    Wenus Ksiezyc 6.04.2016

    Zja­wi­sko wystą­pi nad ranem, oko­ło godzi­ny 9:40. Wte­dy to naj­ja­śniej­sza pla­ne­ta na ziem­skim nie­bie powo­li znik­nie za tar­czą Księ­ży­ca. Mniej wię­cej godzi­nę póź­niej Wenus wyło­ni się po prze­ciw­nej stro­nie dys­ku nasze­go sate­li­ty. Celo­wo nie poda­ję dokład­nych cza­sów zakry­cia i odkry­cia, ponie­waż będą one róż­ne w zależ­no­ści od miej­sca obser­wa­cji. Róż­ni­ca będzie nie­wiel­ka i wynie­sie kil­ka minut. War­to sko­rzy­stać z takich pro­gra­mów, jak Stel­la­rium, lub ser­wi­sów inter­ne­to­wych takich, jak Heaven​sA​bo​ve​.com, aby okre­ślić dokład­ne momen­ty dla swo­jej loka­li­za­cji. W razie pytań odno­śnie spo­so­bu spraw­dze­nia tych danych, słu­żę pomocą 🙂

    Zakry­cie Wenus przes Księ­życ nie będzie zja­wi­skiem łatwym w obser­wa­cji. War­to jed­nak poświę­cić tro­chę wysił­ku, aby na wła­sne oczy zoba­czyć to cie­ka­we zja­wi­sko. Głów­nym pro­ble­mem dla obser­wa­to­ra będzie jasne nie­bo, któ­re utrud­ni odna­le­zie­nie Wenus i Księ­ży­ca na nie­bie. Znaj­do­wać się one będą jedy­nie 15 stop­ni od Słoń­ca. Tego dnia Księ­życ będzie tuż przed nowiem, zatem będzie bar­dzo wąskim sier­pem, trud­nym w zauwa­że­niu. Nie obej­dzie się bez dodat­ko­wej opty­ki w posta­ci co naj­mniej lor­net­ki. Bez tego nie dostrze­że­my Wenus, nawet jeśli uda­ło­by się nam namie­rzyć Księżyc.

    Uwa­ga!!! Przy uży­wa­niu przy­rzą­dów optycz­nych nale­ży zacho­wać wyjąt­ko­wą ostroż­ność ze wzglę­du na bli­skość Słoń­ca. Pod żad­nym pozo­rem nie szu­kaj za ich pomo­cą Księ­ży­ca, jeśli nie jesteś w sta­nie wyklu­czyć moż­li­wo­ści skie­ro­wa­nia przy­rzą­du w Słoń­ce. Ryzy­ku­jesz uszko­dze­nie, a nawet utra­tę wzroku!

    Jak bez­piecz­nie odszu­kać Wenus i Księ­życ na nie­bie? Stań w cie­niu, czy­li w miej­scu, gdzie Słoń­ce będzie zasło­nię­te jakimś obiek­tem — naj­le­piej ścia­ną budyn­ku. Masz widzieć jed­no­cze­śnie nie­bo po pra­wej stro­nie od ścia­ny, ponie­waż wła­śnie po tej stro­nie od Słoń­ca będą znaj­do­wać się Księ­życ i Wenus. Niech prze­szko­da zasła­nia Słoń­ce z pew­nym mar­gi­ne­sem tak, aby za chwi­lę nasza gwiaz­da nie wyło­ni­ła się zza niej.

    Księ­życ będzie się znaj­do­wać dokład­nie na pra­wo od Słoń­ca, oko­ło 15cm na wycią­gnię­tej przed sie­bie linij­ce. Gdy już go znaj­dziesz, Wenus zoba­czysz tuż obok, po lewej.

    Zamo­cuj przy­rząd optycz­ny na czymś sta­bil­nym. Dla tele­sko­pu to oczy­wi­ste — on zawsze stoi na sta­ty­wie. W przy­pad­ku lor­net­ki, naj­czę­ściej trzy­ma­my ją w rękach, lecz to nie wystar­czy do kom­for­to­we­go oglą­da­nia zja­wi­ska. Może­my ​“z ręki” odszu­kać Księ­życ, a gdy już pozna­my jego poło­że­nie, zamo­cuj­my sprzęt na sta­bil­nej podstawie.

    Moment zakry­cia będzie łatwy w obser­wa­cji, pod warun­kiem speł­nie­nia powyż­szych wytycz­nych. Wenus po pro­stu scho­wa się za tar­czę Księ­ży­ca, a czas ​“zni­ka­nia” wynie­sie kil­ka­dzie­siąt sekund. Dużo trud­niej będzie zauwa­żyć moment odkry­cia, gdy nie zna­my dokład­ne­go cza­su dla nasze­go miej­sca obser­wa­cji. Pla­ne­ta bowiem wyło­ni się zza księ­ży­co­we­go dys­ku nie­spo­dzie­wa­nie. War­to więc wcze­śniej spraw­dzić, kie­dy to nastąpi.

    Powo­dze­nia!


  • Cał­ko­wi­te zaćmie­nie Słoń­ca — 20.03.2015, Sval­bard — wspomnienie

    Wysłany dnia: przez Mariusz Grabowski

    W rocz­ni­cę jedy­ne­go w swo­im rodza­ju cał­ko­wi­te­go zaćmie­nia Słoń­ca, któ­re mia­ło miej­sce pierw­sze­go dnia wio­sny (20 mar­ca) 2015 roku na Sval­bar­dzie (Spits­ber­gen), w kra­inie niedź­wie­dzi i zórz polar­nych, posta­no­wi­łem opi­sać emo­cje, jakie towa­rzy­szą temu zja­wi­sku. Nie­za­leż­nie od miej­sca, w któ­rym wystę­pu­je, cał­ko­wi­te zaćmie­nie Słoń­ca to feno­men natu­ry, któ­ry zapa­da w pamię­ci na całe życie. Kto tego nie widział, nie będzie w sta­nie pojąć jego magii. Kto ma szan­sę zoba­czyć to zja­wi­sko — nie może prze­ga­pić tej oka­zji, bo to naj­pięk­niej­sza rzecz na świecie…


    Więk­szość ludzi zna dosko­na­le to uczu­cie. Jest ono nie­ste­ty zazwy­czaj zwią­za­ne z nega­tyw­ny­mi wyda­rze­nia­mi w ich życiu. W zasa­dzie tyl­ko oso­by bar­dzo mło­de mogły nigdy tego uczu­cia nie doświad­czyć. O czym mowa? O SZO­KU. Szok to nagły stan, w któ­rym wariu­ją zmy­sły, a umysł prze­łą­cza się w taki dziw­ny tryb, któ­ry skut­ku­je kom­plet­nym otę­pie­niem i bez­ru­chem lub nie­prze­wi­dy­wal­ny­mi zacho­wa­nia­mi. Oso­ba będą­ca w szo­ku to oso­ba nie­kon­tro­lu­ją­ca sie­bie i czę­sto nie­pa­mię­ta­ją­ca tego, co się z nią wte­dy działo.

    W ten spo­sób chcia­łem zacząć tekst o feno­me­nie natu­ry, któ­rym jest cał­ko­wi­te zaćmie­nie Słoń­ca. Do oglą­da­nia tego zja­wi­ska moż­na być przy­go­to­wa­nym naj­le­piej na świe­cie. Moż­na prze­czy­tać set­ki ksią­żek, nauczyć się wszyst­kich tech­nik foto­gra­fo­wa­nia zaćmie­nia, moż­na (ba!) nawet mieć już kil­ka takich zaćmień za sobą, ale nie pomo­że to w opa­no­wa­niu emo­cji i kon­tro­lo­wa­niu ich w sobie przez tych kil­ka minut, gdy nie­bo zaczy­na gasnąć… Jest to wła­śnie rodzaj szo­ku, lecz w 100% pozytywnego.

    Wyobraź sobie, że zna­la­złeś się w miej­scu, w któ­rym za godzi­nę nastą­pi cał­ko­wi­te zaćmie­nie Słoń­ca. Jest pięk­ny, sło­necz­ny dzień. Masz szczę­ście do pogo­dy. Pro­gno­zy są dobre.

    Miejsce obserwacji

    Roz­sta­wiasz apa­rat ze sta­ty­wem. Nakła­dasz na obiek­tyw filtr sło­necz­ny. To samo robisz z lor­net­ką. Teraz ​“piłecz­ka” jest po stro­nie Księżyca.

    Sprzęt gotowy

    Zaczy­na się. Nastą­pił pierw­szy kon­takt, czy­li wschod­ni brzeg tar­czy Księ­ży­ca dotknął zachod­nie­go brze­gu tar­czy słonecznej.

    Pierwszy kontakt

    Od teraz pozo­sta­ła już tyl­ko oko­ło godzi­na do fazy cał­ko­wi­tej. Księ­życ leni­wie wpeł­za przed tar­czę Słoń­ca. Jest to spo­wo­do­wa­ne tym, że jego ruch orbi­tal­ny obja­wia się na naszym nie­bie wol­niej­szym prze­su­wa­niem się po nie­bo­skło­nie od wscho­du do zacho­du, niż Słoń­ce i resz­ta gwiazd. Nasz sate­li­ta nie ​“nadą­ża” za nimi i kie­dy one suną ku zacho­do­wi rów­nym (pra­wie) tem­pem, Księ­życ zosta­je w tyle i zacho­dzi przez to nie­co póź­niej. Pod­czas tej godzi­ny ocze­ki­wa­nia nie­wie­le się dzie­je. Trwa zaćmie­nie czę­ścio­we, jakich widzia­łeś co naj­mniej kil­ka w swo­im życiu. Gdy­by nikt ci nie powie­dział o czę­ścio­wym zaćmie­niu, pew­nie nawet byś go nie zauwa­żył. Wca­le nie jest ciem­niej, jak pró­bu­ją sobie/​tobie wmó­wić nie­któ­rzy. No chy­ba, że ta czę­ścio­wa faza zaczy­na się­gać oko­ło 90% zasło­nię­tej śred­ni­cy Słońca. 

    Tuż przed fazą całkowitą

    Wte­dy zauwa­żasz, że w isto­cie nie­bo zaczy­na jakoś tak sza­rzeć. Kolo­ry się spłasz­cza­ją. Nie tyl­ko tam w górze, ale też wszę­dzie wokół. Przy­po­mi­na to wie­czor­ną sza­rów­kę, któ­ra nasta­je w środ­ku dnia. Ewi­dent­nie coś się dzie­je. Jeśli jesteś w miej­scu oto­czo­nym przy­ro­dą, zauwa­żasz, że pta­ki cich­ną, jak­by szy­ko­wa­ły się do snu. Kwia­ty mogą nawet zwi­jać swo­je kie­li­chy. Żywe stwo­rze­nia myślą, że zbli­ża się noc. Robi to na tobie wiel­kie wra­że­nie i zaczy­na ci się udzie­lać pod­nie­ce­nie wie­lu innych obser­wa­to­rów wokół, któ­rzy odli­cza­ją ostat­nie minu­ty przed dru­gim kon­tak­tem (zetknię­ciem się wschod­nie­go brze­gu tar­czy księ­ży­co­wej z toż­sa­mym brze­giem tar­czy sło­necz­nej), czy­li fazą całkowitą.

    Tuż przed fazą całkowitą

    Zosta­ło już tyl­ko kil­ka­na­ście sekund. Gorącz­ko­wo zdej­mu­jesz filtr sło­necz­ny z apa­ra­tu, aby był goto­wy na foto­gra­fo­wa­nie deli­kat­ne­go świa­tła otocz­ki ​“powierzch­ni” Słoń­ca, zwa­nej koro­ną. Cią­gle jesz­cze zer­kasz przez spe­cjal­ne oku­la­ry na pozo­sta­ło­ści Słoń­ca na nie­bie, lecz po chwi­li zdej­mu­jesz przy­rząd z nosa i ude­rza cię to, co widzisz po stro­nie zachod­nie­go hory­zon­tu. Z tam­tej stro­ny wyraź­nie nad­cią­ga ciem­ność. Sino­gra­na­to­we nie­bo zda­je się jak­by zale­wać wszyst­ko, w zastra­sza­ją­cym tem­pie pędząc na wschód. Jest jak tor­na­do. Gdy spo­glą­dasz na Słoń­ce, two­im nie­uzbro­jo­nym już w żaden przy­rząd oczom uka­zu­je się pierw­szy naj­pięk­niej­szy widok na świe­cie tego dnia. Zza księ­ży­co­wych gór i kra­te­rów w stro­nę two­je­go wzro­ku wydo­sta­ją się na wschod­niej kra­wę­dzi tar­czy nasze­go sate­li­ty ostat­nie pro­my­ki fotos­fe­ry, czy­li umow­nej powierzch­ni Słoń­ca, któ­rej świa­tło ogrze­wa naszą pla­ne­tę na co dzień. Są to tzw. Per­ły Baily’ego, bo rze­czy­wi­ście wyglą­da­ją jak dro­go­cen­ne kamie­nie nani­za­ne na okrą­głą księ­ży­co­wą bran­so­let­kę. Trwa to dosłow­nie sekun­dy i za chwi­lę ostat­ni błysk świa­tła two­rzy nie­za­po­mnia­ny Pier­ścień z Dia­men­tem. Gdy ten pro­myk jesz­cze się żarzy jak dia­ment, w pozo­sta­łej czę­ści kra­wę­dzi tar­czy księ­ży­co­wej zaczy­na jaśnieć deli­kat­na koro­na sło­necz­na two­rzą­ca pier­ścień. Dosta­jesz gęsiej skór­ki i w tym już momen­cie prze­sta­jesz reje­stro­wać, co dzie­je się z two­im cia­łem. Odru­cho­wo wyzwa­lasz migaw­kę w apa­ra­cie, mówisz do ludzi wokół i pró­bu­jesz zro­zu­mieć to, co się dzie­je, tak samo, jak cała resz­ta szczę­śliw­ców tego dnia w tym miejscu.

    Pierścień z diamentem

    Zda­jesz sobie spra­wę, że w momen­cie, gdy dia­ment gaśnie, na Słoń­ce i Księ­życ nacho­dzi tam­ta fala gra­na­to­we­go tor­na­da. Tak, to był pędzą­cy po Zie­mi kil­ka tys. kilo­me­trów na godzi­nę cień Księ­ży­ca, któ­ry wła­śnie przy­krył szczel­nie miej­sce, w któ­rym sto­isz. Kil­ka sekund póź­niej sta­je się coś jesz­cze bar­dziej nie­sa­mo­wi­te­go. Gdy świa­tło dnia ucie­kło już dale­ko na wschód i zro­bi­ło się dosta­tecz­nie ciem­no, wokół księ­ży­co­wej tar­czy ktoś nama­lo­wał coś, co wry­je się w two­ją pamięć i zosta­nie tam do koń­ca two­je­go życia. Set­ki gar­deł krzy­czą z zachwy­tu. Ty też. To koro­na sło­necz­na w peł­nej oka­za­ło­ści. Deli­kat­na zewnętrz­na war­stwa atmos­fe­ry sło­necz­nej nie­do­stęp­na na co dzień, bo tłam­szo­na prę­gie­rzem milio­ny razy jaśniej­szej fotos­fe­ry, wła­śnie obja­wi­ła ci się na te kil­ka minut i jest tak pięk­na, że nie potra­fisz ode­rwać od niej wzroku.

    Faza całkowita

    Faza całkowita

    Widzisz jaśniej­sze gwiaz­dy i kil­ka pla­net. Nawet te, któ­re są aktu­al­nie bli­sko Słoń­ca i po zmro­ku lub przed świ­tem ich nie widać wła­śnie z powo­du tej bli­sko­ści. Robisz zdję­cia w osza­la­łym tem­pie. Zmie­niasz cza­sy eks­po­zy­cji, aby cho­ciaż jed­no wyszło dobrze. Na pew­no wyj­dzie, lecz po wszyst­kim prze­ko­nasz się o jed­nym. Żad­ne zdję­cie żad­ne­go foto­gra­fa na świe­cie nie odda­ło jesz­cze nigdy tego, co widzia­ły two­je oczy. Te sza­re, ołów­ko­we, pła­skie kolo­ry opa­li­zu­ją­ce cza­sa­mi jak wypo­le­ro­wa­ny gra­fit i te sub­tel­ne smu­gi koro­nal­nej pla­zmy o tem­pe­ra­tu­rze milio­nów stop­ni, a deli­kat­ne tak, jak­by były zro­bio­ne z ​“babie­go lata”, wiją­ce się dale­ko poza tar­cze Słoń­ca i Księ­ży­ca. Te różo­wa­we języ­ki wybu­chów wodo­ro­wej pla­zmy, któ­re się­ga­ją już dużo bli­żej od kra­wę­dzi tar­czy, lecz są tak wiel­kie, że nasza Zie­mia się nie może z nimi rów­nać. Te wszyst­kie cuda widzisz na wła­sne oczy i sto­isz, patrzysz i nie wiesz co się dzie­je. Ude­rza cię widok w ska­li makro. Patrzysz wokół sie­bie. Naoko­ło hory­zont jest poma­rań­czo­wy. Wyglą­da tak, jak­by wszę­dzie był zachód Słoń­ca. To obszar, do któ­re­go nie się­ga już cień Księ­ży­ca, a gdzie jest ​“tyl­ko” zaćmie­nie czę­ścio­we. A ty jesteś tu i teraz, w punk­cie, któ­ry doświad­cza naj­więk­sze­go cudu natu­ry nie­oży­wio­nej i naj­więk­sze­go zbie­gu kosmicz­nych oko­licz­no­ści w dzie­jach. Bo to, że Słoń­ce jest 400 razy dalej od nas, niż Księ­życ, któ­ry jed­nak jest 400 razy mniej­szy od Słoń­ca i dzię­ki temu ich roz­mia­ry na nie­bie są iden­tycz­ne i pozwa­la­ją na ide­al­nie dopa­so­wa­ne zaćmie­nia — to jest pereł­ka koin­cy­den­cji na kosmicz­ną ska­lę. Pereł­ka, któ­ra nie trwa­ła i nie będzie trwać wiecz­nie, bo Księ­życ się od nas odda­la i za kil­ka milio­nów lat nie będzie już potra­fił zakryć Słoń­ca w całości.

    Te wszyst­kie myśli krą­żą ci po gło­wie jak sza­lo­ne, bo to wszyst­ko wiesz z ksią­żek. A nawet jeśli nie, to gło­wę zaprzą­ta­ją ci inne mniej lub bar­dziej przy­pad­ko­we myśli, któ­rych po pro­stu nie kon­tro­lu­jesz. A może masz pust­kę i tyl­ko chło­niesz ten nie­ziem­ski widok? Bo jak ina­czej masz zare­ago­wać na to ​“coś” na nie­bie? Potra­fisz to nazwać? W miej­scu, gdzie przed chwi­lą było Słoń­ce, poja­wił się wiel­ki, czar­ny jak smo­ła dysk. Jest więk­szy, niż Słoń­ce i Księ­życ z jakichś dziw­nych wzglę­dów, a przy­naj­mniej tak ci się wyda­je. Wyglą­da, jak jakiś tunel cza­so­prze­strzen­ny, któ­ry wła­śnie otwo­rzył się na nie­bo­skło­nie. Wyglą­da, jak czar­na dziu­ra, któ­ra pochła­nia te deli­kat­ne smu­gi wokół. Zamy­kasz oczy, odwra­casz wzrok, cho­wasz twarz w dło­nie, by za chwi­lę znów spoj­rzeć w nie­bo. Robisz to tak samo, jak na fil­mie 3D, gdy zdej­mu­jesz oku­la­ry, żeby zoba­czyć, jak wyglą­da obraz bez nich. Robisz to po to, żeby na nowo się zachwy­cić. I dał­byś każ­de pie­nią­dze, jakie masz, temu, kto potra­fił­by ogar­nąć w umy­śle ten widok, ten kli­mat, ten zachwyt.

    Wszyst­ko to trwa poje­dyn­cze chwi­le. Two­je zaćmie­nie ma dłu­gość 2.5 minu­ty i cie­szysz się, że nie jest to kil­ka sekund w naj­gor­szym wypad­ku, lecz żału­jesz, że nie jest to ponad 7 minut w naj­lep­szym. I kie­dy zaczy­nasz się zasta­na­wiać ile to już trwa, od zacho­du, skąd przy­szła fala cie­nia jesz­cze nie­daw­no temu, zbli­ża się jasna łuna. To smut­ny widok, bo wiesz, że magia za chwi­lę się skoń­czy. Wra­casz wzro­kiem do głów­nych akto­rów dzi­siej­sze­go dnia i w tym momen­cie bły­ska kolej­ny Dia­ment, two­rząc z reszt­ka­mi widocz­nej koro­ny dru­gi już pierścień.

    Pierścień z diamentem

    Znów Per­ły Baily’ego. Wszyst­ko w odwrot­nej kolej­no­ści. Jesz­cze kil­ka sekund trwa nie­spra­wie­dli­wa wal­ka fotos­fe­ry z koro­ną sło­necz­ną. Cią­gle widzisz tę deli­kat­ną poświa­tę po wschod­niej stro­nie Księ­ży­ca, lecz blask z prze­ciw­le­głej kra­wę­dzi szyb­ko zaśle­pia cały widok. Wra­ca jasność.

    Pierścień z diamentem

    Słoń­ce cią­gle led­wo oświe­tla wszyst­ko wokół. Wyglą­da to tak, jak­by zamiast naszej gwiaz­dy na nie­bie ktoś włą­czył za sła­bą żarów­kę. Kolo­ry są bla­de. Kra­jo­braz jest pła­ski. Czu­jesz się, jak wsta­wio­ny w dwu­wy­mia­ro­wy obraz. Jest to tak nie­sa­mo­wi­te, że dopi­szesz to do listy cudów, jakie tego dnia zoba­czy­łeś. Kolej­nych kil­ka chwil przy­wra­ca stan normalności.

    Sto­isz jed­no­cze­śnie zachwy­co­ny i smut­ny, że to już koniec. Uświa­do­mi­łeś sobie, że pamię­tasz wszyst­ko i nie­wie­le zara­zem. Chciał­byś to powtó­rzyć albo mieć to na dłu­żej. Ten widok zosta­nie w two­jej pamię­ci na zawsze, lecz będzie to tyl­ko wspo­mnie­nie. Zdję­cia będą tyl­ko zdję­cia­mi. Nic z tych rze­czy nie odtwo­rzy tego, cze­go wła­śnie byłeś świad­kiem. To hip­no­tycz­ne, mistycz­ne zja­wi­sko uza­leż­ni­ło cię wła­śnie kom­plet­nie i nie odpu­ścisz, gdy będziesz miał kolej­na moż­li­wość zoba­cze­nia cał­ko­wi­te­go zaćmie­nia Słońca.

    Niezapomniane chwile


  • 5 jasnych pla­net naraz na niebie

    Po raz pierw­szy od 10 lat mamy szan­se zoba­czyć 5 naj­ja­śniej­szych pla­net Ukła­du Sło­necz­ne­go naraz. Uło­ży­ły się one w jed­nej linii na poran­nym nie­bie i stan ten potrwa do trze­cie­go tygo­dnia lute­go. W nie­któ­re z poran­ków w pobli­żu pla­net prze­mie­rzał będzie Księ­życ, doda­jąc zja­wi­sku jesz­cze więk­sze­go uroku.

    Pla­ne­ty uło­żą się w kolej­no­ści Mer­ku­ry, Wenus, Saturn, Mars i Jowisz, patrząc od połu­dnio­we­go wscho­du przez połu­dnie i połu­dnio­wy zachód. Do podzi­wia­nia tego wido­ku nie potrze­ba żad­nych przy­rzą­dów optycz­nych. Jest jed­nak jeden waru­nek – musi­my mieć abso­lut­nie czy­sty widok na połu­dnio­wo-wschod­ni hory­zont, ponie­waż Mer­ku­ry będzie bar­dzo nisko nad horyzontem.

    Wszyst­ko będzie roz­gry­wać się tuż przed wscho­dem Słoń­ca, mię­dzy godzi­ną 6 a 6:30 rano. Naj­le­piej zacząć od zlo­ka­li­zo­wa­nia Wenus, naj­ja­śniej­szej z pla­net. Wenus jest bar­dzo jasna i zwra­ca tym swo­ją uwa­gę każ­de­go, kto spoj­rzy w połu­dnio­wo-wschod­nią część nie­ba. Kil­ka stop­ni na lewo od niej znaj­dzie­my Meku­re­go. Świe­ci on dużo sła­biej i na jaśnie­ją­cym od brza­sku nie­bie może być led­wo dostrze­gal­ny. Dodat­ko­wo jego odna­le­zie­nie utrud­ni mała wyso­kość nad hory­zo­tem. W naj­lep­szym momen­cie, gdy jesz­cze nie jest zbyt jasno (ok. 6:30), Mer­ku­ry wznie­sie się na zale­d­wie 3–4 stop­nie ponad linię hory­zon­tu (3−4 cm na wycią­gnię­tej przed sie­bie na wypro­sto­wa­nej ręce linijce).

    Z kolei na pra­wo od Wenus, prak­tycz­nie nad połu­dnio­wym hory­zon­tem znaj­dzie się Saturn, a idąc dalej w pra­wo o ten sam odci­nek odnaj­dzie­my czer­wo­na­we­go Mar­sa. Całość ukła­du zamknie Jowisz, któ­ry jest kolej­nym bar­dzo jasnym i łatwo dostrze­gal­nym obiek­tem. Będzie on znaj­do­wał się wyso­ko nad połu­dnio­wo-zachod­nim horyzontem.

    Zlo­ka­li­zo­wa­nie Wenus, Jowi­sza, ale tak­że Mer­ku­re­go nie powin­no nastrę­czyć wie­lu pro­ble­mów ze wzglę­du na ich jasność i pozy­cję na nie­bie. Jed­nak wśród wie­lu gwiazd na nie­bie być może nie będzie naj­ła­twiej­szą rze­czą na świe­cie odna­le­zie­nie Mar­sa i Satur­na. Z pomo­cą przyj­dzie nam jed­nak Księ­życ, któ­ry w dane dni znaj­dzie się bli­sko każ­dej z pla­net. Poniż­sze map­ki przed­sta­wia­ją układ pla­net oraz ich spo­tka­nia z Księ­ży­cem w poszcze­gól­ne dni.

    28 stycz­nia nasz sate­li­ta minie Jowi­sza, 1 lute­go znaj­dzie się obok Mar­sa, 4 lute­go zoba­czy­my złą­cze­nie Księ­ży­ca z Satur­nem, a 6 lute­go Srebr­ny Glob jako bar­dzo wąski sierp spo­tka się na nie­bie z Wenus i Merkurym.

    War­to wyko­rzy­stać tę oka­zję na podzi­wia­nie wszyst­kich pla­net, któ­re obser­wo­wa­li rów­nież nasi sta­ro­żyt­ni przodkowie.

    Układ planet, spotkanie Jowisza z Księżycem 28.01, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)
    Układ pla­net, spo­tka­nie Jowi­sza z Księ­ży­cem 28.01, 6:30. Klik­nij, aby powięk­szyć (źr. Stellarium)
    Układ planet, spotkanie Marsa z Księżycem 01.02, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)
    Układ pla­net, spo­tka­nie Mar­sa z Księ­ży­cem 01.02, 6:30. Klik­nij, aby powięk­szyć (źr. Stellarium)
    Układ planet, spotkanie Saturna z Księżycem 04.01, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)
    Układ pla­net, spo­tka­nie Satur­na z Księ­ży­cem 04.02, 6:30. Klik­nij, aby powięk­szyć (źr. Stellarium)
    Układ planet, spotkanie Wenus i Merkurego z Księżycem 06.02, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)
    Układ pla­net, spo­tka­nie Wenus i Mer­ku­re­go z Księ­ży­cem 06.02, 6:30. Klik­nij, aby powięk­szyć (źr. Stellarium)

  • Nie­sa­mo­wi­te złą­cze­nie Wenus z Saturnem

    9 stycz­nia nad ranem doj­dzie do naj­bliż­sze­go złą­cze­nia 2 pla­net w całym 2015 roku. Ba, będzie to naj­cia­śniej­sza koniunk­cja pla­ne­tar­na od mar­ca 2013! Duet ten stwo­rzą na poran­nym nie­bie nie­zwy­kle jasna Wenus i dość sła­by Saturn. Dzie­lić je będzie od sie­bie jedy­nie 5 minut kąto­wych, czy­li tyle, ile wyno­si jed­na szó­sta roz­mia­ru Księ­ży­ca na sfe­rze nie­bie­skiej. To bar­dzo bar­dzo bli­sko. Obiek­ty będą nie­mal widocz­ne jak jeden punkt.

    Co trze­ba zro­bić, aby to zoba­czyć? W zasa­dzie wystar­czy dobra pogo­da (nie­ste­ty pro­gno­zy dają szan­sę tyl­ko głów­nie na połu­dniu Pol­ski) i nie­osło­nię­ty niczym widok na połu­dnio­wo-wschod­ni hory­zont. Tam bez pro­ble­mu znaj­dzie­my bar­dzo jasną Wenus, któ­ra jest naj­ja­śniej­szym obiek­tem na nie­bie w tym cza­sie. Może­my pró­bo­wać odszu­kać pla­net już po godzi­nie 5:00, gdy wzej­dą nad hory­zont, ale pole­cam roz­po­cząć obser­wa­cje o godzi­nie 6:00, gdy obiek­ty będą już na dogod­nej wyso­ko­ści. Saturn będzie się znaj­do­wał tuż pod, lek­ko na pra­wo od Wenus. Gorą­co pole­cam użyć lor­net­ki w mia­rę moż­li­wo­ści, co pozwo­li wizu­al­nie odse­pa­ro­wać od sie­bie pla­ne­ty. Dla posia­da­czy tele­sko­pów będzie to nato­miast nie lada oka­zja, żeby zoba­czyć obie pla­ne­ty naraz w jed­nym polu widzenia!

    Zja­wi­sko prze­sta­nie być widocz­ne w mia­rę poja­śnie­nia nie­ba przed wscho­dem Słoń­ca, czy­li po godzi­nie 6:30.

    Poniż­sze gra­fi­ki przed­sta­wia­ją ogól­ny widok pla­net wzglę­dem hory­zon­tu o godzi­nie 6:00 9.01.2015, a tak­że mia­rę sepa­ra­cji mię­dzy nimi oraz porów­na­nie ska­li ich zbli­że­nia do roz­mia­rów Księ­ży­ca na niebie.

    Wenus i Saturn szerokie pole 9.01.2015
    Wenus i Saturn widok ogól­ny 9.01.2015 (źr. Stellarium)

    Wenus i Saturn porównanie z Księżycem 9.01.2015 (źr. Stellarium)
    Wenus i Saturn porów­na­nie z Księ­ży­cem 9.01.2015 (źr. Stellarium)

    Wenus i Saturn 9.01.2015 separacja (źr. Stellarium)
    Wenus i Saturn 9.01.2015 sepa­ra­cja (źr. Stellarium)

  • Corocz­ny deszcz mete­orów — Kwa­dran­ty­dy 2016

    Każ­dy pocza­tek roku zaczy­na się w astro­no­mii ama­tor­skiej regu­lar­nym desz­czem mete­orów z roju Kwa­dran­ty­dy. Nazwa ta nie każ­de­mu wie­le powie, lecz nie nale­ży Kwa­dran­ty­dów lek­ce­wa­żyć. Jest to jeden z naj­ak­tyw­niej­szych rojów w roku i obfi­tu­je w 120 zja­wisk na godzi­nę w ide­al­nych warun­kach, co prze­kła­da się na oko­ło 25 mete­orów w cią­gu 60 minut dla prze­cięt­ne­go obser­wa­to­ra. Swo­ją aktyw­no­ścią i regu­lar­no­ścią Kwa­dran­ty­dy dorów­nu­ją nawet słyn­nym sierp­nio­wym Per­se­idom. Dla­cze­go jed­nak nie są tak popu­lar­ne? Odpo­wiedź jest pro­sta — Per­se­idy może­my zazwy­czaj podzi­wiać, leżąc wygod­nie na kocu w cie­płą noc pod­czas, gdy stycz­nio­we noce są na wie­lo­go­dzin­ne obser­wa­cje dość trud­nym czasem.

    W tym roku mak­si­mum przy­pa­da na poran­ne godzi­ny 4 stycz­nia, gdy w Pol­sce jest już wid­no. Uszczk­nie­my jed­nak coś z wąskie­go zazwy­czaj okna cza­so­we­go, pod­czas któ­re­go rój wybu­cha wzmo­żo­ną aktyw­no­ścią, gdy obser­wa­cje roz­pocz­nie­my w dru­giej poło­wie nocy, bli­żej godzin poran­nych. Patrzy­my w stro­nę wscho­du, gdzie znaj­du­je się obszar, skąd nad­la­tu­ją mete­ory (radiant roju). Nie­ste­ty ilość widzia­nych mete­orów na pew­no ogra­ni­czy blask Księ­ży­ca wcho­dzą­ce­go tej nocy po godzi­nie 2. Nie ma się co jed­nak zra­żać. Kwa­dran­ty­dy potra­fią popi­sać się jasny­mi zja­wi­ska­mi, któ­rych ten pro­blem nie dotyczy 🙂

    Bolid z roju Kwa­dran­ty­dów 3.01.2013 (źr. nasa​.gov)