6 kwietnia amatorzy nocnego nieba doczekają się w końcu bardzo ciekawego zjawiska astronomicznego w 2016 roku. Co prawda nastąpi ono w ciągu dnia, lecz zaangażuje 2 ciała niebieskie podziwiane zazwyczaj w nocy. Tego dnia Księżyc zakryje planetę Wenus.
Zjawisko wystąpi nad ranem, około godziny 9:40. Wtedy to najjaśniejsza planeta na ziemskim niebie powoli zniknie za tarczą Księżyca. Mniej więcej godzinę później Wenus wyłoni się po przeciwnej stronie dysku naszego satelity. Celowo nie podaję dokładnych czasów zakrycia i odkrycia, ponieważ będą one różne w zależności od miejsca obserwacji. Różnica będzie niewielka i wyniesie kilka minut. Warto skorzystać z takich programów, jak Stellarium, lub serwisów internetowych takich, jak HeavensAbove.com, aby określić dokładne momenty dla swojej lokalizacji. W razie pytań odnośnie sposobu sprawdzenia tych danych, służę pomocą 🙂
Zakrycie Wenus przes Księżyc nie będzie zjawiskiem łatwym w obserwacji. Warto jednak poświęcić trochę wysiłku, aby na własne oczy zobaczyć to ciekawe zjawisko. Głównym problemem dla obserwatora będzie jasne niebo, które utrudni odnalezienie Wenus i Księżyca na niebie. Znajdować się one będą jedynie 15 stopni od Słońca. Tego dnia Księżyc będzie tuż przed nowiem, zatem będzie bardzo wąskim sierpem, trudnym w zauważeniu. Nie obejdzie się bez dodatkowej optyki w postaci co najmniej lornetki. Bez tego nie dostrzeżemy Wenus, nawet jeśli udałoby się nam namierzyć Księżyc.
Uwaga!!! Przy używaniu przyrządów optycznych należy zachować wyjątkową ostrożność ze względu na bliskość Słońca. Pod żadnym pozorem nie szukaj za ich pomocą Księżyca, jeśli nie jesteś w stanie wykluczyć możliwości skierowania przyrządu w Słońce. Ryzykujesz uszkodzenie, a nawet utratę wzroku!
Jak bezpiecznie odszukać Wenus i Księżyc na niebie? Stań w cieniu, czyli w miejscu, gdzie Słońce będzie zasłonięte jakimś obiektem — najlepiej ścianą budynku. Masz widzieć jednocześnie niebo po prawej stronie od ściany, ponieważ właśnie po tej stronie od Słońca będą znajdować się Księżyc i Wenus. Niech przeszkoda zasłania Słońce z pewnym marginesem tak, aby za chwilę nasza gwiazda nie wyłoniła się zza niej.
Księżyc będzie się znajdować dokładnie na prawo od Słońca, około 15cm na wyciągniętej przed siebie linijce. Gdy już go znajdziesz, Wenus zobaczysz tuż obok, po lewej.
Zamocuj przyrząd optyczny na czymś stabilnym. Dla teleskopu to oczywiste — on zawsze stoi na statywie. W przypadku lornetki, najczęściej trzymamy ją w rękach, lecz to nie wystarczy do komfortowego oglądania zjawiska. Możemy “z ręki” odszukać Księżyc, a gdy już poznamy jego położenie, zamocujmy sprzęt na stabilnej podstawie.
Moment zakrycia będzie łatwy w obserwacji, pod warunkiem spełnienia powyższych wytycznych. Wenus po prostu schowa się za tarczę Księżyca, a czas “znikania” wyniesie kilkadziesiąt sekund. Dużo trudniej będzie zauważyć moment odkrycia, gdy nie znamy dokładnego czasu dla naszego miejsca obserwacji. Planeta bowiem wyłoni się zza księżycowego dysku niespodziewanie. Warto więc wcześniej sprawdzić, kiedy to nastąpi.
W rocznicę jedynego w swoim rodzaju całkowitego zaćmienia Słońca, które miało miejsce pierwszego dnia wiosny (20 marca) 2015 roku na Svalbardzie (Spitsbergen), w krainie niedźwiedzi i zórz polarnych, postanowiłem opisać emocje, jakie towarzyszą temu zjawisku. Niezależnie od miejsca, w którym występuje, całkowite zaćmienie Słońca to fenomen natury, który zapada w pamięci na całe życie. Kto tego nie widział, nie będzie w stanie pojąć jego magii. Kto ma szansę zobaczyć to zjawisko — nie może przegapić tej okazji, bo to najpiękniejsza rzecz na świecie…
Większość ludzi zna doskonale to uczucie. Jest ono niestety zazwyczaj związane z negatywnymi wydarzeniami w ich życiu. W zasadzie tylko osoby bardzo młode mogły nigdy tego uczucia nie doświadczyć. O czym mowa? O SZOKU. Szok to nagły stan, w którym wariują zmysły, a umysł przełącza się w taki dziwny tryb, który skutkuje kompletnym otępieniem i bezruchem lub nieprzewidywalnymi zachowaniami. Osoba będąca w szoku to osoba niekontrolująca siebie i często niepamiętająca tego, co się z nią wtedy działo.
W ten sposób chciałem zacząć tekst o fenomenie natury, którym jest całkowite zaćmienie Słońca. Do oglądania tego zjawiska można być przygotowanym najlepiej na świecie. Można przeczytać setki książek, nauczyć się wszystkich technik fotografowania zaćmienia, można (ba!) nawet mieć już kilka takich zaćmień za sobą, ale nie pomoże to w opanowaniu emocji i kontrolowaniu ich w sobie przez tych kilka minut, gdy niebo zaczyna gasnąć… Jest to właśnie rodzaj szoku, lecz w 100% pozytywnego.
Wyobraź sobie, że znalazłeś się w miejscu, w którym za godzinę nastąpi całkowite zaćmienie Słońca. Jest piękny, słoneczny dzień. Masz szczęście do pogody. Prognozy są dobre.
Rozstawiasz aparat ze statywem. Nakładasz na obiektyw filtr słoneczny. To samo robisz z lornetką. Teraz “piłeczka” jest po stronie Księżyca.
Od teraz pozostała już tylko około godzina do fazy całkowitej. Księżyc leniwie wpełza przed tarczę Słońca. Jest to spowodowane tym, że jego ruch orbitalny objawia się na naszym niebie wolniejszym przesuwaniem się po nieboskłonie od wschodu do zachodu, niż Słońce i reszta gwiazd. Nasz satelita nie “nadąża” za nimi i kiedy one suną ku zachodowi równym (prawie) tempem, Księżyc zostaje w tyle i zachodzi przez to nieco później. Podczas tej godziny oczekiwania niewiele się dzieje. Trwa zaćmienie częściowe, jakich widziałeś co najmniej kilka w swoim życiu. Gdyby nikt ci nie powiedział o częściowym zaćmieniu, pewnie nawet byś go nie zauważył. Wcale nie jest ciemniej, jak próbują sobie/tobie wmówić niektórzy. No chyba, że ta częściowa faza zaczyna sięgać około 90% zasłoniętej średnicy Słońca.
Wtedy zauważasz, że w istocie niebo zaczyna jakoś tak szarzeć. Kolory się spłaszczają. Nie tylko tam w górze, ale też wszędzie wokół. Przypomina to wieczorną szarówkę, która nastaje w środku dnia. Ewidentnie coś się dzieje. Jeśli jesteś w miejscu otoczonym przyrodą, zauważasz, że ptaki cichną, jakby szykowały się do snu. Kwiaty mogą nawet zwijać swoje kielichy. Żywe stworzenia myślą, że zbliża się noc. Robi to na tobie wielkie wrażenie i zaczyna ci się udzielać podniecenie wielu innych obserwatorów wokół, którzy odliczają ostatnie minuty przed drugim kontaktem (zetknięciem się wschodniego brzegu tarczy księżycowej z tożsamym brzegiem tarczy słonecznej), czyli fazą całkowitą.
Zostało już tylko kilkanaście sekund. Gorączkowo zdejmujesz filtr słoneczny z aparatu, aby był gotowy na fotografowanie delikatnego światła otoczki “powierzchni” Słońca, zwanej koroną. Ciągle jeszcze zerkasz przez specjalne okulary na pozostałości Słońca na niebie, lecz po chwili zdejmujesz przyrząd z nosa i uderza cię to, co widzisz po stronie zachodniego horyzontu. Z tamtej strony wyraźnie nadciąga ciemność. Sinogranatowe niebo zdaje się jakby zalewać wszystko, w zastraszającym tempie pędząc na wschód. Jest jak tornado. Gdy spoglądasz na Słońce, twoim nieuzbrojonym już w żaden przyrząd oczom ukazuje się pierwszy najpiękniejszy widok na świecie tego dnia. Zza księżycowych gór i kraterów w stronę twojego wzroku wydostają się na wschodniej krawędzi tarczy naszego satelity ostatnie promyki fotosfery, czyli umownej powierzchni Słońca, której światło ogrzewa naszą planetę na co dzień. Są to tzw. Perły Baily’ego, bo rzeczywiście wyglądają jak drogocenne kamienie nanizane na okrągłą księżycową bransoletkę. Trwa to dosłownie sekundy i za chwilę ostatni błysk światła tworzy niezapomniany Pierścień z Diamentem. Gdy ten promyk jeszcze się żarzy jak diament, w pozostałej części krawędzi tarczy księżycowej zaczyna jaśnieć delikatna korona słoneczna tworząca pierścień. Dostajesz gęsiej skórki i w tym już momencie przestajesz rejestrować, co dzieje się z twoim ciałem. Odruchowo wyzwalasz migawkę w aparacie, mówisz do ludzi wokół i próbujesz zrozumieć to, co się dzieje, tak samo, jak cała reszta szczęśliwców tego dnia w tym miejscu.
Zdajesz sobie sprawę, że w momencie, gdy diament gaśnie, na Słońce i Księżyc nachodzi tamta fala granatowego tornada. Tak, to był pędzący po Ziemi kilka tys. kilometrów na godzinę cień Księżyca, który właśnie przykrył szczelnie miejsce, w którym stoisz. Kilka sekund później staje się coś jeszcze bardziej niesamowitego. Gdy światło dnia uciekło już daleko na wschód i zrobiło się dostatecznie ciemno, wokół księżycowej tarczy ktoś namalował coś, co wryje się w twoją pamięć i zostanie tam do końca twojego życia. Setki gardeł krzyczą z zachwytu. Ty też. To korona słoneczna w pełnej okazałości. Delikatna zewnętrzna warstwa atmosfery słonecznej niedostępna na co dzień, bo tłamszona pręgierzem miliony razy jaśniejszej fotosfery, właśnie objawiła ci się na te kilka minut i jest tak piękna, że nie potrafisz oderwać od niej wzroku.
Widzisz jaśniejsze gwiazdy i kilka planet. Nawet te, które są aktualnie blisko Słońca i po zmroku lub przed świtem ich nie widać właśnie z powodu tej bliskości. Robisz zdjęcia w oszalałym tempie. Zmieniasz czasy ekspozycji, aby chociaż jedno wyszło dobrze. Na pewno wyjdzie, lecz po wszystkim przekonasz się o jednym. Żadne zdjęcie żadnego fotografa na świecie nie oddało jeszcze nigdy tego, co widziały twoje oczy. Te szare, ołówkowe, płaskie kolory opalizujące czasami jak wypolerowany grafit i te subtelne smugi koronalnej plazmy o temperaturze milionów stopni, a delikatne tak, jakby były zrobione z “babiego lata”, wijące się daleko poza tarcze Słońca i Księżyca. Te różowawe języki wybuchów wodorowej plazmy, które sięgają już dużo bliżej od krawędzi tarczy, lecz są tak wielkie, że nasza Ziemia się nie może z nimi równać. Te wszystkie cuda widzisz na własne oczy i stoisz, patrzysz i nie wiesz co się dzieje. Uderza cię widok w skali makro. Patrzysz wokół siebie. Naokoło horyzont jest pomarańczowy. Wygląda tak, jakby wszędzie był zachód Słońca. To obszar, do którego nie sięga już cień Księżyca, a gdzie jest “tylko” zaćmienie częściowe. A ty jesteś tu i teraz, w punkcie, który doświadcza największego cudu natury nieożywionej i największego zbiegu kosmicznych okoliczności w dziejach. Bo to, że Słońce jest 400 razy dalej od nas, niż Księżyc, który jednak jest 400 razy mniejszy od Słońca i dzięki temu ich rozmiary na niebie są identyczne i pozwalają na idealnie dopasowane zaćmienia — to jest perełka koincydencji na kosmiczną skalę. Perełka, która nie trwała i nie będzie trwać wiecznie, bo Księżyc się od nas oddala i za kilka milionów lat nie będzie już potrafił zakryć Słońca w całości.
Te wszystkie myśli krążą ci po głowie jak szalone, bo to wszystko wiesz z książek. A nawet jeśli nie, to głowę zaprzątają ci inne mniej lub bardziej przypadkowe myśli, których po prostu nie kontrolujesz. A może masz pustkę i tylko chłoniesz ten nieziemski widok? Bo jak inaczej masz zareagować na to “coś” na niebie? Potrafisz to nazwać? W miejscu, gdzie przed chwilą było Słońce, pojawił się wielki, czarny jak smoła dysk. Jest większy, niż Słońce i Księżyc z jakichś dziwnych względów, a przynajmniej tak ci się wydaje. Wygląda, jak jakiś tunel czasoprzestrzenny, który właśnie otworzył się na nieboskłonie. Wygląda, jak czarna dziura, która pochłania te delikatne smugi wokół. Zamykasz oczy, odwracasz wzrok, chowasz twarz w dłonie, by za chwilę znów spojrzeć w niebo. Robisz to tak samo, jak na filmie 3D, gdy zdejmujesz okulary, żeby zobaczyć, jak wygląda obraz bez nich. Robisz to po to, żeby na nowo się zachwycić. I dałbyś każde pieniądze, jakie masz, temu, kto potrafiłby ogarnąć w umyśle ten widok, ten klimat, ten zachwyt.
Wszystko to trwa pojedyncze chwile. Twoje zaćmienie ma długość 2.5 minuty i cieszysz się, że nie jest to kilka sekund w najgorszym wypadku, lecz żałujesz, że nie jest to ponad 7 minut w najlepszym. I kiedy zaczynasz się zastanawiać ile to już trwa, od zachodu, skąd przyszła fala cienia jeszcze niedawno temu, zbliża się jasna łuna. To smutny widok, bo wiesz, że magia za chwilę się skończy. Wracasz wzrokiem do głównych aktorów dzisiejszego dnia i w tym momencie błyska kolejny Diament, tworząc z resztkami widocznej korony drugi już pierścień.
Znów Perły Baily’ego. Wszystko w odwrotnej kolejności. Jeszcze kilka sekund trwa niesprawiedliwa walka fotosfery z koroną słoneczną. Ciągle widzisz tę delikatną poświatę po wschodniej stronie Księżyca, lecz blask z przeciwległej krawędzi szybko zaślepia cały widok. Wraca jasność.
Słońce ciągle ledwo oświetla wszystko wokół. Wygląda to tak, jakby zamiast naszej gwiazdy na niebie ktoś włączył za słabą żarówkę. Kolory są blade. Krajobraz jest płaski. Czujesz się, jak wstawiony w dwuwymiarowy obraz. Jest to tak niesamowite, że dopiszesz to do listy cudów, jakie tego dnia zobaczyłeś. Kolejnych kilka chwil przywraca stan normalności.
Stoisz jednocześnie zachwycony i smutny, że to już koniec. Uświadomiłeś sobie, że pamiętasz wszystko i niewiele zarazem. Chciałbyś to powtórzyć albo mieć to na dłużej. Ten widok zostanie w twojej pamięci na zawsze, lecz będzie to tylko wspomnienie. Zdjęcia będą tylko zdjęciami. Nic z tych rzeczy nie odtworzy tego, czego właśnie byłeś świadkiem. To hipnotyczne, mistyczne zjawisko uzależniło cię właśnie kompletnie i nie odpuścisz, gdy będziesz miał kolejna możliwość zobaczenia całkowitego zaćmienia Słońca.
Po raz pierwszy od 10 lat mamy szanse zobaczyć 5 najjaśniejszych planet Układu Słonecznego naraz. Ułożyły się one w jednej linii na porannym niebie i stan ten potrwa do trzeciego tygodnia lutego. W niektóre z poranków w pobliżu planet przemierzał będzie Księżyc, dodając zjawisku jeszcze większego uroku.
Planety ułożą się w kolejności Merkury, Wenus, Saturn, Mars i Jowisz, patrząc od południowego wschodu przez południe i południowy zachód. Do podziwiania tego widoku nie potrzeba żadnych przyrządów optycznych. Jest jednak jeden warunek – musimy mieć absolutnie czysty widok na południowo-wschodni horyzont, ponieważ Merkury będzie bardzo nisko nad horyzontem.
Wszystko będzie rozgrywać się tuż przed wschodem Słońca, między godziną 6 a 6:30 rano. Najlepiej zacząć od zlokalizowania Wenus, najjaśniejszej z planet. Wenus jest bardzo jasna i zwraca tym swoją uwagę każdego, kto spojrzy w południowo-wschodnią część nieba. Kilka stopni na lewo od niej znajdziemy Mekurego. Świeci on dużo słabiej i na jaśniejącym od brzasku niebie może być ledwo dostrzegalny. Dodatkowo jego odnalezienie utrudni mała wysokość nad horyzotem. W najlepszym momencie, gdy jeszcze nie jest zbyt jasno (ok. 6:30), Merkury wzniesie się na zaledwie 3–4 stopnie ponad linię horyzontu (3−4 cm na wyciągniętej przed siebie na wyprostowanej ręce linijce).
Z kolei na prawo od Wenus, praktycznie nad południowym horyzontem znajdzie się Saturn, a idąc dalej w prawo o ten sam odcinek odnajdziemy czerwonawego Marsa. Całość układu zamknie Jowisz, który jest kolejnym bardzo jasnym i łatwo dostrzegalnym obiektem. Będzie on znajdował się wysoko nad południowo-zachodnim horyzontem.
Zlokalizowanie Wenus, Jowisza, ale także Merkurego nie powinno nastręczyć wielu problemów ze względu na ich jasność i pozycję na niebie. Jednak wśród wielu gwiazd na niebie być może nie będzie najłatwiejszą rzeczą na świecie odnalezienie Marsa i Saturna. Z pomocą przyjdzie nam jednak Księżyc, który w dane dni znajdzie się blisko każdej z planet. Poniższe mapki przedstawiają układ planet oraz ich spotkania z Księżycem w poszczególne dni.
28 stycznia nasz satelita minie Jowisza, 1 lutego znajdzie się obok Marsa, 4 lutego zobaczymy złączenie Księżyca z Saturnem, a 6 lutego Srebrny Glob jako bardzo wąski sierp spotka się na niebie z Wenus i Merkurym.
Warto wykorzystać tę okazję na podziwianie wszystkich planet, które obserwowali również nasi starożytni przodkowie.
Układ planet, spotkanie Jowisza z Księżycem 28.01, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)Układ planet, spotkanie Marsa z Księżycem 01.02, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)Układ planet, spotkanie Saturna z Księżycem 04.02, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)Układ planet, spotkanie Wenus i Merkurego z Księżycem 06.02, 6:30. Kliknij, aby powiększyć (źr. Stellarium)
9 stycznia nad ranem dojdzie do najbliższego złączenia 2 planet w całym 2015 roku. Ba, będzie to najciaśniejsza koniunkcja planetarna od marca 2013! Duet ten stworzą na porannym niebie niezwykle jasna Wenus i dość słaby Saturn. Dzielić je będzie od siebie jedynie 5 minut kątowych, czyli tyle, ile wynosi jedna szósta rozmiaru Księżyca na sferze niebieskiej. To bardzo bardzo blisko. Obiekty będą niemal widoczne jak jeden punkt.
Co trzeba zrobić, aby to zobaczyć? W zasadzie wystarczy dobra pogoda (niestety prognozy dają szansę tylko głównie na południu Polski) i nieosłonięty niczym widok na południowo-wschodni horyzont. Tam bez problemu znajdziemy bardzo jasną Wenus, która jest najjaśniejszym obiektem na niebie w tym czasie. Możemy próbować odszukać planet już po godzinie 5:00, gdy wzejdą nad horyzont, ale polecam rozpocząć obserwacje o godzinie 6:00, gdy obiekty będą już na dogodnej wysokości. Saturn będzie się znajdował tuż pod, lekko na prawo od Wenus. Gorąco polecam użyć lornetki w miarę możliwości, co pozwoli wizualnie odseparować od siebie planety. Dla posiadaczy teleskopów będzie to natomiast nie lada okazja, żeby zobaczyć obie planety naraz w jednym polu widzenia!
Zjawisko przestanie być widoczne w miarę pojaśnienia nieba przed wschodem Słońca, czyli po godzinie 6:30.
Poniższe grafiki przedstawiają ogólny widok planet względem horyzontu o godzinie 6:009.01.2015, a także miarę separacji między nimi oraz porównanie skali ich zbliżenia do rozmiarów Księżyca na niebie.
Wenus i Saturn widok ogólny 9.01.2015 (źr. Stellarium)Wenus i Saturn porównanie z Księżycem 9.01.2015 (źr. Stellarium)Wenus i Saturn 9.01.2015 separacja (źr. Stellarium)
Każdy poczatek roku zaczyna się w astronomii amatorskiej regularnym deszczem meteorów z roju Kwadrantydy. Nazwa ta nie każdemu wiele powie, lecz nie należy Kwadrantydów lekceważyć. Jest to jeden z najaktywniejszych rojów w roku i obfituje w 120 zjawisk na godzinę w idealnych warunkach, co przekłada się na około 25 meteorów w ciągu 60 minut dla przeciętnego obserwatora. Swoją aktywnością i regularnością Kwadrantydy dorównują nawet słynnym sierpniowym Perseidom. Dlaczego jednak nie są tak popularne? Odpowiedź jest prosta — Perseidy możemy zazwyczaj podziwiać, leżąc wygodnie na kocu w ciepłą noc podczas, gdy styczniowe noce są na wielogodzinne obserwacje dość trudnym czasem.
W tym roku maksimum przypada na poranne godziny 4 stycznia, gdy w Polsce jest już widno. Uszczkniemy jednak coś z wąskiego zazwyczaj okna czasowego, podczas którego rój wybucha wzmożoną aktywnością, gdy obserwacje rozpoczniemy w drugiej połowie nocy, bliżej godzin porannych. Patrzymy w stronę wschodu, gdzie znajduje się obszar, skąd nadlatują meteory (radiant roju). Niestety ilość widzianych meteorów na pewno ograniczy blask Księżyca wchodzącego tej nocy po godzinie 2. Nie ma się co jednak zrażać. Kwadrantydy potrafią popisać się jasnymi zjawiskami, których ten problem nie dotyczy 🙂
Bolid z roju Kwadrantydów 3.01.2013 (źr. nasa.gov)
Strona NieboZaOknem.pl wykorzystuje pliki typu „cookies”, dzięki którym serwis może działać lepiej. Użytkownicy, którzy w ten sposób nie chcą udostępniać swoich danych, mogą określić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w swojej przeglądarce. Korzystanie z tego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.RozumiemWięcej
Polityka prywatności
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.